Ubezpieczenia OC i AC – niebezpieczeństwo wyłudzenia
W branży ubezpieczeniowej kreatywność w podejściu do manipulowania wartością odszkodowania przybiera często zaskakujące formy. Niestety, płacimy potem za to wszyscy.
Pokusa wyłudzenia nie zawsze dotyczy właściciela rozbitego samochodu. Może się zdarzyć, że nie jest on nawet świadomy, że został zamieszany w proceder wyłudzenia. Jak to możliwe? Wystarczy, że po kolizji powierzył swoje auto warsztatowi blacharskiemu specjalizującemu się w „tuningu odszkodowań”.
Co może zdarzyć się z Twoim rozbitym samochodem?
Dla znakomitej większości kierowców nawet drobna kolizja drogowa to wydarzenie zapewniające ekstremalnie wysoki poziom adrenaliny we krwi. Nawet, jeśli ucierpiały tylko blachy, to nieplanowana przerwa w podróży, szczególnie jeśli przydarzyła się daleko od miejsca zamieszkania, nastręcza tylu problemów, że kierowca i jego pasażerowie nie myślą w tym momencie, co dalej będzie działo się z autem. Gdy policja kończy wykonywać swoje czynności, auto odjeżdża na lawecie do warsztatu. Zdruzgotany kierowca zgłasza szkodę i interesuje go głównie jak najszybszy termin odbioru naprawionego samochodu. Po pewnym czasie – zadowolony – odbiera naprawione auto i nie zdaje sobie nawet sprawy, że w międzyczasie z jego samochodem działy się przysłowiowe cuda.
Pomysłowy właściciel warsztatu blacharskiego potrafi na naprawie drobnej kolizji zarobić nawet kilka dodatkowych tysięcy złotych. Sprawa nie wychodzi na jaw, o ile posiadacz auta nie musi nic dopłacić z własnej kieszeni do wykonanej naprawy. Bezgotówkowa forma likwidacji szkód komunikacyjnych jest wyjątkowo podatna na „podkręcanie” wartości odszkodowania. Manipulację trudno namierzyć, ponieważ szkoda, której dotyczy odszkodowanie, zaistniała. Jednak jej zakres jest istotnie niższy niż wartość kwoty przekazanej do warsztatu.
Kto płaci za wyłudzenia w odszkodowaniach?
Mechanizm „podkręcania” odszkodowania jest niezwykle prosty. Wystarczy przed przybyciem likwidatora nieco podkoloryzować zakres uszkodzeń samochodu
Procedura oględzin auta przewiduje jego częściowy demontaż, tak aby zniszczone podzespoły można było dokładnie obejrzeć i opisać. Uszkodzone auto przechodzi w warsztacie szybką metamorfozę. Najbardziej prymitywni „tunerzy odszkodowań” barbarzyńsko tłuką młotkiem po ocalałych podzespołach, bądź nawet „dobijają” auto, o ile jest ono jeszcze w stanie poruszać się o własnych siłach. Bardziej wyrafinowane metody polegają na zamianie sprawnych elementów na uszkodzone. Najczęściej wykorzystywane „fanty” to elementy plastikowe, reflektory, poduszki powietrzne i napinacze pasów, sterowniki elektroniczne oraz osprzęt silnika. Weterani w tym fachu posiadają dobrze wyposażone magazyny uszkodzonych części do popularnych aut, a nawet wypożyczają je między sobą. Na aukcjach internetowych można kupić dowolną uszkodzoną część, a ceny często osiągają pułap kilkuset złotych za pozornie bezwartościowe kawałki motoryzacyjnego złomu. Likwidator widzi na oględzinach taki zakres uszkodzeń, jaki pasuje do aktualnych potrzeb finansowych właścicieli warsztatu.
Dopisanie takich spreparowanych czy fikcyjnych pozycji do kosztorysu naprawy rewelacyjnie poprawia opłacalność naprawy samochodu. Rozbite ubezpieczone auto to dla „tunera odszkodowań” żyła złota. Walka laweciarzy nad dymiącym jeszcze wrakiem to zwykle dopiero początek historii, w której samochód przypadkowego nieszczęśnika gra pierwsze skrzypce. A kto za to wszystko płaci? Można odpowiedzieć niczym inżynier Mamoń z „Rejsu” – „Pan płaci… Pani płaci… My płacimy…”













