Czy turysta powinien płacić za akcję ratunkową w górach? 70% Polaków odpowiada, że nie. Ponad połowa badanych (53%) robi jednak wyjątek dla osób, które świadomie złamały zasady bezpieczeństwa lub zachowały się rażąco nieodpowiedzialnie, a bezwarunkowo bezpłatnego ratownictwa chce 17%. Za obciążaniem ratowanych kosztami opowiada się 23%. Badanie Rankomat.pl zbiega się z wyjątkowo ciężkim latem dla TOPR: 541 uratowanych (o 32% więcej niż rok wcześniej), 156 osób ewakuowanych śmigłowcem (o blisko 80% więcej) i 7 ofiar śmiertelnych wobec 1 w 2025 roku. Od stycznia do końca sierpnia na tatrzańskie szlaki wchodzono ponad 4,1 mln razy, a jesień zaczęła się od śniegu na graniach. Wśród przeciwników opłat 59% podkreśla, że wypadek może spotkać nawet dobrze przygotowanego turystę.  

Lato w liczbach: 541 uratowanych, 7 ofiar 

Letni sezon w Tatrach zakończył się dramatyczną statystyką. Zginęło 7 osób, podczas gdy latem 2025 r. tylko jedna osoba. Na zatłoczonych szlakach TOPR udzielił pomocy 541 osobom, czyli o 32% więcej niż rok wcześniej. Śmigłowiec startował do 156 poszkodowanych, co stanowi wzrost o blisko 80% w stosunku do 2025 roku. Najczęściej (224 przypadki wg TOPR) były to potknięcia i upadki. Pozostałe zdarzenia to m.in. tzw. nagłe zachorowania (odwodnienie, problemy z krążeniem, zasłabnięcie), upadki z wysokości, zabłądzenia oraz przecenienie własnej kondycji i umiejętności. Wraz z rosnącą liczbą osób odwiedzających góry, rośnie też częstotliwość takich zdarzeń. Uczestników wypadków turystycznych było 523, o 120 więcej niż latem 2025 r. 

Śmigłowiec to nie taksówka 

Kto powinien płacić za brak wyobraźni i rażące błędy turystów? Podczas gdy jedni sami proszą się o kłopoty, wybierając zbyt trudne szlaki, wychodząc zbyt późno bez latarki lub sprzętu niezbędnego w wyższych partiach gór albo oczekują, że śmigłowiec posłuży za taksówkę, inni czekają na pomoc zajętych niepotrzebnie gdzie indziej ratowników. Mimo tych wątpliwości, z badania Rankomat.pl wynika, że 70% respondentów jest przeciw obciążaniu ratowanych kosztami akcji GOPR lub TOPR. Tylko 17% uważa jednak, że ratunek powinien być zawsze bezpłatny. Pozostałe 53% odpowiada „raczej nie”, ale robi wyjątek dla osób, które świadomie złamały zasady bezpieczeństwa lub zachowały się rażąco nieodpowiedzialnie. 

Wypadek może spotkać każdego 

Najczęstszym argumentem przeciwników opłat (59%) jest stwierdzenie, że wypadek w górach może się przydarzyć każdemu, nawet dobrze przygotowanemu turyście. 45% z nich uważa, że ratowanie życia i zdrowia powinno być finansowane ze środków publicznych, a 42%, że dostęp do pomocy powinien być równy dla wszystkich, niezależnie od sytuacji finansowej. Ważny jest też argument bezpieczeństwa, podnoszony w debacie publicznej także przez samych ratowników. 29% przeciwników opłat obawia się, że perspektywa rachunku skłaniałaby poszkodowanych do ryzykownych prób powrotu o własnych siłach, a 23% – że zniechęcałaby ich do szybkiego wezwania pomocy. W górach może się to skończyć tragicznie. 

Płacić mają podatnicy, nie poszkodowani 

Kwestia finansowania służb ratowniczych, zdaniem badanych, powinna pozostać w gestii państwa. 25% przeciwników opłat zauważa, że ratownictwo już jest finansowane z podatków, a 18% chce finansowania z biletów do parków narodowych. TOPR i GOPR już dziś dostają 15% wpływów z biletów do górskich parków narodowych.  

Badanie pokazuje, że większość Polaków chce, żeby ratownictwo górskie pozostało usługą publiczną. Podobnie widzą to sami ratownicy. Naczelnik TOPR przestrzegał w tym roku, że model słowacki, w którym ratownicy muszą ściągać należności od turystów, mógłby zachwiać polskim ratownictwem górskim.  

Prawie co czwarty za rachunkiem 

Za obciążaniem ratowanych kosztami opowiada się 23% badanych: 11% uważa, że poszkodowany lub jego ubezpieczyciel powinni pokrywać pełne koszty akcji, a 12% – że tylko ich część. 7% nie ma zdania. 

Wykres opinii o kosztach akcji ratowniczej

Za granicą darmowy ratunek się kończy 

Polski model jest jednak raczej wyjątkiem niż regułą. Na Słowacji koszty akcji ratunkowej pokrywa poszkodowany. Słowacy wystawiają rachunek za niemal każdą interwencję, od prostego sprowadzenia ze szlaku po skomplikowane akcje poszukiwawcze. Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego nie finansuje akcji ratowniczych ani transportu śmigłowcem – ani na Słowacji, ani np. we Włoszech czy w Austrii. Dlatego przed każdym wyjazdem w góry za granicą trzeba sprawdzić, czy polisa turystyczna obejmuje koszty ratownictwa. 

– Po rekordowych wakacjach w Tatrach i na starcie jesiennego sezonu większość Polaków chce, by ratunek w górach co do zasady pozostał bezpłatny. To ważne, bo jesienią warunki potrafią zmienić się w ciągu godziny. Dzień jest krótszy, na graniach leży śnieg i nikt nie powinien zwlekać z telefonem po pomoc, licząc w głowie koszty. Ta zasada kończy się jednak na granicy. Wystarczy wybrać się na jesienny trekking na słowacką stronę Tatr albo w Alpy, by za akcję ratunkową zapłacić nawet kilkanaście tysięcy euro. Ubezpieczenie z kosztami ratownictwa kosztuje kilka złotych dziennie, a przed wyjazdem warto sprawdzić, czy obejmuje wędrówki w warunkach zimowych – mówi Magdalena Kajzer, ekspert ds. ubezpieczeń turystycznych w Rankomat.pl. 

Metodologia: badanie na zlecenie Rankomat.pl zrealizowane metodą CAWI we wrześniu 2026, na ogólnopolskiej próbie 823 osób w wieku 18-65 lat